wtorek, 12 sierpnia 2008
ostatni wpis
Czołem Zabierałem się do tego wpisu od dawna. To ostatni wpis na tym blogu. Biorąc pod uwagę czekające mnie zadania oraz żenujący poziom blogów sportowych na gazeta.pl, nie widzę żadnej wartości w prowadzeniu go dalej, widzę za to wartości ujemne. Dziękuję wszystkim za miłe słowa pomimo wypisywanych tu głupot. Większość była fikcją i jeśli bawiła Was, cieszy mnie to. Manuskrypt Skryty przepadł w Wielkanocny wieczór, grając zamroczony w Age of Empires 3 został żywcem wciągnięty do gry tak jak siedział w koszulce i gatkach. 1000 lat wstecz musi zmagać się z germańskimi plemionami. Gdy je pokona system operacyjny wypuści go na wolność :) Moc uścisków.
poniedziałek, 30 czerwca 2008
macanie w ciemności
Ostatni wpis styczniowy, teraz czerwiec mija. Czasu minął szmat, a piszę, bo nie wiem co robić. Kompletnie wyssany przez pracę i problem nieudanych ataczów telefonu, poza tym zginęły mi cążki do paznokci i nie mam żadnej fajnej książki. Tapczan zajęty przez żonę suszącą pazurki i w telewizorni leci TiVveN Style gdzie koleś opowiada o anatomii ciała w tańcu współczesnym. Moja anatomia jest nadmierna, waga nie łże, otyłość widoczna każdego dnia rano przy wciskaniu się w spodnie. Próbowaliście pisać gdy w tivi Michał Piróg tłumaczy układ łokcia? A Michał Piróg tańczy i ciekawe czy tańczył w spodniach o dwa numery za małych... "Obejmowanie Ciebie sprawia mi ból" - guzik spodni szepcze mi do uszka. - Masz seksowne oczko. - Twoja małżowina uszna powoduje erekcję. - Uwielbiam ten beznadziejny tatuaż na spodzie Twojej stopy. - Pachniesz majonezem. - A Ty smażącą się instalacją elektryczną! - Och, strzelaj do mnie z rurki przeżutymi papierkami! - Smeraj mnie brwiami pod pachą! - Chodź, wywiercimy kilka dziur. 1500 watową wietrarką udarową. W żelbetonie. W najtwardszej ścianie na świecie. Mam taką w domu. Tu, na X piętrze. Ściana twardsza od goleni Jean-Claude Van Damme. Twardsza od wilczego chuja na mrozie! Twardsza od najtwardszej wody z warszawskiego rurociągu!! Ściana...! Ściana... no po prostu monstrualnie wiertniczo niedowyjebania dziewicza! - O rrrrrrany! Jesteś obłąkańczo pojebany! Uwielbiam Cię! - Chyba się spuściłem... - Pokaż. - O, tutaj. - Nic nie widzę. - No, tutaj. - Wciąż nic nie widzę. - Pokazuję na Twoje oko. - Och, jak sympatycznie. - Poczekaj, nie ruszaj się. - Co robisz? - Zdjęcie. - Po co? - Będę kolegom w pracy pokazywać. - Ładnie wyszło? - Jest kilka dobrych pikseli. Wykadruję, będzie skrinsejwer na komórke. - Nawet nie wiesz jak cieszę się... - Zatem kopsnij setkę. Nie mam na taryfę do domu. - Uważasz, że jestem naiwna? - Myślę, że dokładnie wiesz czego chcesz i zawsze to dostajesz. - Wciąż nic nie widzę. - Siedzimy w mroku. Wiertło przerwało kabel. - Daj dotknać. - Proszę. - Twarde i gorące. - Tytanowe. Z diamentową głowicą. W Leklerku takich nie dostaniesz. - Masz grubsze? - Jasne, kochanie, zaraz je włoże i zaczniemy od nowa.
sobota, 26 stycznia 2008
poniedziałek, 03 grudnia 2007
20 minut przed upływem czasu...
- Faceci albo narzekają, że są zmęczeni, albo chce im się pieprzyć.
poniedziałek, 19 listopada 2007
niezbędnik rodzica
Łóżeczko nocne, łóżeczko turystyczne, nosidełko, mata do zabawy, leżaczek, siodełko samochodowe oraz linka holownicza robiące ze huśtawkę, plac zabaw 2x2 w pokoju, wózek trzykołowy, 4 półki szafy, ćwierć wieszaków, dwa pudła. Do tego buteleczki, przewijak, regał na zabawki... tak orientacyjnie ludzik o wadze 1/10 mojej wagi zajmuje 1/4 mieszkania. Zaborczy, prawda? Minęło pół roku dopiero a już musiałem opuścić swój pokój, gitary na razie (tak, na razie... ;) wiszą w szafie, a piec robi za przegrodę Jaś - kontakt. Po podłodze walają się zabawki, które są w stanie zająć uwagę góra 10minut. Zebrane do kupy dają niemała kwotę... i tutaj chcę udzielić przyszłym ojcom i matkom radę. Nieważne jak wiele kolorowych zabawek kupicie. Cena w ogóle nie gra roli. To czy gra, czy skacze, również. Jeśli jesteście lub będziecie szcześliwymi posiadaczami syna musicie zaopatrzyć się w niezbędnik rodzica, którym Wasza pociecha będzie bawić się 15 min a czasem i dłużej! Oto skład: 1. Osłona na kable, 5-metrowa rura perforowana, 5 metrów zajebistej zabawy za 10PLN tylko, do kupienia tutaj. 2. Kabel USB, końcówka typu A z jednej strony (płaska i szeroka) koniecznie, czarny kolor najfajniejszy, ale szary też ujdzie, zapytać znajomego informatyka, pożyczy. 3. Kabel koncentryczny do telewizji, biały, sztywny, podtynkowy, taki który świetnie trzyma się w małej rączce i waląc o podłogę robi huk. 4. Kapcie. Zwykła para tanich kapciochów, wyprać, rzucić byle jak i gdzie, na pewno zostaną odnalezione. 5. Puste plastikowe butelki w ilości dowolnej. 6. Ostatnia rzecz, właściwie rada: nie odcinać metek od zabawek. Tak naprawdę w sklepie kupujecie metki, a zabawki są tylko dodatkiem, żeby metek nie pogubić w domu. No i zabawka jest dla rodziców, żeby mieć czyste sumienie. Im większa metka tym lepiej, np. żyrafa Klementyna ma aż dwie co daje dwa razy więcej zabawy. Good luck friends...
środa, 14 listopada 2007
moja polityka zagraniczna
Dirfrendz Nie trudno spostrzec, że przerwa tym razem była wyjątkowo długa. Ale mam propozycje. Jeśli zauważycie raz jeszcze ciszę, taką minimum 2 tygodniową, to znaczy że blog umarł i ja nie ruszę palcem by go ożywić. Są pewne granice, prawda? Temat granic jeszcze wróci, bo tytuł zdradza wiele: moja polityka zagraniczna. Jak wszyscy wiedzą jestem najpoważniejszym kandydatem na ministra spraw zagranicznych i nim przedstawie mój program, chciałbym podzielić się pewną uwagą. Okręgi wyborcze powinny być organizowane w centrach handlowych, na stacjach benzynowych, restauracjach. Zagłosowałeś już? Pięknie, możesz kupować z 25% upustem :) I na klatę naklejka ze smutnym wzrokiem Leppera zza metalowych krat. Czas na program. Pewnie zaskoczę wielu, ale moja polityka zagraniczna jest dość konserwatywna: tej jesieni na salony wchodzą futra. Żadnych brazylijskich, half, full, wosków i laserów czy klasycznej brzytwy. Będzie naturalnie, co jednak nie znaczy, że zapuszczone. Ładnie i elegancko przystrzyżone acz bez przesady, bo czy ktoś widział ogolonego do skóry kotka lub lwa bez grzywy? Nie, to smutny widok. Po coś te futra są. Stąd w tym sezonie polityka zagraniczna stawia na eleganckie kroje naturalne. I nie róbmy draki, kiedy spod bikini wyjdzie włos, bo przecież jest na swoim miejscu a nie w panierce flądry, którą zamówiliście przed chwilą w smażalni we Władysławowie. Smacznego :)
czwartek, 20 września 2007
lapsem w bande
Zdradzę sekret. Wpisy pojawiają się pod wpływem porażenia prądem - skroplona pod prysznicem para wodna eksploduje żarówkę powodując zacięcie w trakcie golenia private parts i wtedy... Mniejsza o to, bo mam wiadomość. Njus, o który agencje informacyjne wyrywały sobie ostatni skrawek papieru w toalecie. Zdobyłem film z ściśle strzeżonego ośrodka produkcji monstrów gdzie karmiony zmodyfikowanym hormonem wzrostu oraz meta-ultra-fak-testosteronem pewien gość trenował 200m stylem dowolnym! Drżyj Rafale... :-)
czwartek, 23 sierpnia 2007
moja polityka, aneks.
Jaka jest moja polityka wszyscy wiedzą. Zawiera się w pomidorze oraz trzech jajkach na miękko, koniecznie gotowanych 5m30s we wrzącej wodzie. Polityka innych osób nie jest moją polityką. Przez 2 miesiące pobytu w PL dostałem dawkę promieniowania politycznego równą całemu pobytowi wśród Aborygenów. Zasadniczo i generalnie to czuję obrzydzenie. Prócz tego mam dwie uwagi. Pierwsza. Między sobą napiedalają się mężczyźni. Styl walki jest żałosny. Niski i biagienny, po prostu walka w kisielu z makaronem. Najsmutniejsze jest, że jedyne samobójstwo w tym towarzystwie popełniła kobieta! Druga sprawa to dyktafony. Nie chcę być prorokiem w kraju proroków, ale za jakiś czas posiedzenia, zebrania i meetingi będą odbywać się w łaźni tureckiej. Wówczas sztuka niespostrzeżonego wysunięcia dyktafonu z odbytnicy z wciśnięciem klawisza "Record" bez użycia rąk będzie podstawowym kryterium naboru nowych kadr partyjnych. Amen.
środa, 22 sierpnia 2007
bełkot emigranta
Wyborcza zaczyna być równie stylowa jak klasyki polskiej prasy "Fakt" czy "Detektyw". Czytaj TUTAJ .
środa, 15 sierpnia 2007
|